SZACHY W WOLNYM CZASIE

Gdy korzystając z wolnego czasu, ucinałem sobie drzemkę, nie przewidywałem, że mój błogi spokój zostanie zmącony przez niespodziewany telefon. Jednak tak właśnie się stało, a konsekwencją wymiany zdań z rozmówcą było to, że tutaj teraz jestem i do was mówię. A właściwie to jest mój tekst. Wy zaś czytacie to, może z ciekawości, może z braku lepszej perspektywy na wieczór… I może zastanawiacie się: „Ale kim ten koleś jest?”.

Nazywam się Jakub Węgrzynowicz, ale bardziej – w tzw. internetach – znany jestem jako „Ten w czapce”, albo „Sil”. Zajmuję się hobbystycznie grami fabularnymi, ale nie pogardzę właściwie żadną popkulturową tematyką. Kino, teatr, książki, komputery, gry czy muzyka. Wszystko to z osobna i razem.

A właściwie skąd wziął się pseudonim Sil? Bo moja znajomość angielskiego oraz jedna pomyłka doprowadziły do pewnego nieporozumienia. Może jeszcze kiedyś o tym wam opowiem. Czemu to napisałem? Tak szczerze, to by dać sobie czas. Na co? Ach, coś dużo tych pytań.

Bo widzicie, pisząc artykuł, tworzymy nasz wewnętrzny monolog. Jest on niczym gra w szachy, bo chcemy przewidzieć, co pomyśli osoba, która go czyta. Jak będzie się czuła?, czy nie zanudzi jej pierwszy akapit? (skoro tutaj jesteś, to znaczy, że się udało – punkt dla mnie) oraz o czym chętnie posłucha?

Jak wiadomo, gra w szachy to nie jest łatwa sprawa. I to od nich rozpocznę moją przygodę z artykułami na tej stronie.

Jestem kompletnym laikiem – człowiekiem, który niejednokrotnie w szachy przegrywał. Bywa to irytujące, ale gdy się odpowiednio nastawić, to i z porażki można coś wynieść. Moje podejście to nie poddawać się. I zachęcam was wszystkich do tego samego. Po porażce warto wziąć wdech, wydech, w międzyczasie wyrzucić to, co leży nam na wątrobie, i lecieć dalej. Tak mam zarówno w grach pokroju League of Legends, jak i w karciankach (Gwint, Keyforge… oj, mam o czym opowiadać) czy – rzecz jasna – w królewskiej grze: szachach. Dziś więc skupię się właśnie na tych czarno-białych pionkach.

Nie będę się jednak wdawał w dywagację na temat całej rodziny gier szachowych, wyższości jednej figury nad drugą czy nazewnictwa (ale koń dla mnie zawsze będzie koniem, a nie jakimś skoczkiem). Bardziej chciałbym opisać moje luźne spostrzeżenia na temat zalet tej gry, i tego, co może ona wnieść w nasze życie.

Jakiś czas temu odkryłem aplikację, która wkrótce zrobiła się bardzo popularna w moim środowisku. Odnajdziecie ją choćby w sklepie dla Androida – charakterystyczne logo z zieloną figurą szachową. To możliwość podszkolenia się, liczne boty do wypróbowania oraz okazja do gry z ludźmi z całego świata. Codziennie nowe zagadki (w postaci sytuacji na szachownicy) i cała masa dobrze wytłumaczonych taktyk, czy nawet analiza meczów szachowych. Aplikacja to jedno. Jest też strona chess.com, którą wam polecam. Warto samemu sprawdzić to, co oferuje.

Z wiekiem docenia się takie proste gry, które towarzyszą ludzkości od setek lat. Z tą prostotą, to może lekko przesadziłem, ale pozornie właśnie takie są szachy. Tak samo jak pozornie łatwo jest napisać artykuł. Każdy z nas albo ma jakieś stare, zakurzone pudełko z nimi, albo może podejść do kiosku po mały plastikowy chłam za 5 złotych, który (choć tani) spełni swoją rolę. A jeśli nie, to są wcześniej wymienione aplikacje. Dajmy szansę szachom, a one pomogą nam się wyciszyć i zyskać kontakt z drugim człowiekiem, skupić się na nim. Wszakże w szachach trzeba przewidywać na kilka ruchów do przodu, a przecież w rozmowie możemy czynić podobnie.

Czemu ta gra trwa od lat i jest tak popularna? Odpowiedź na to pytanie może nam dać historia Bobbiego Fischera, która bardzo pobudza moją wyobraźnię. Polecam wam poświęcony mu film pt. Pionek z 2014 roku. Jak wiadomo, biograficzne filmy często naciągają prawdę, ale to nie zmienia faktu, że bywają bardzo interesujące. Tak jest i w tym przypadku. Bobby był człowiekiem specyficznym, geniuszem szachów, wyjątkową osobistością. Potrafił mu przeszkadzać najcichszy szum podczas gry. Szachy zaś takich zawsze przyciągały, tych nieco innych. Planujących kilkanaście bądź nawet kilkadziesiąt ruchów do przodu. Niczym matematyka, która może jednak przyciągnąć nawet humanistę. Szanse są wyrównane i walczymy o to by nie tylko nie przegrać, ale i nie doprowadzić do pata.

Nad szachownicą kłębią się emocje. Miała ona nawet swój mały udział w znanym i lubianym Wiedźminie, gdy władca Redanii – Radowit – wezwał Geralta. Choć jego podejście może budzić pewne obiekcje, to jest jakaś szalona magia w jego słowach: „W tych figurkach szumi krew, trzeba tylko słuchać”.

Może to właśnie chęć rywalizacji pcha nas ku szachom? Możliwe. Ja jednak uważam, że jest to gra złożona i wielowarstwowa. Przyciąga do niej jej oprawa i styl, także chęć zwycięstwa i nauki na błędach. To sprawdzian własnych możliwości, ale i sposób na spędzenie wolnego czasu, który na pewno nie zostanie zmarnowany. Każda minuta gry to jakiś postęp. Przynajmniej tak ja to odbieram. Ale nie ja pierwszy o nich piszę i nie ostatni zapewne.

Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze na łamach tego portalu, gdzie w literkach także kryje się jakiś sekret. Inny niż w szachach, ale nie wątpię w to, że również wartościowy.

Jakub Węgrzynowicz
Jakub Węgrzynowicz - znany jako „Ten w czapce”, albo „Sil”. Hobbystycznie zajmuje się grami fabularnymi i tematyką popkulturową. Jego zainteresowania to: kino, teatr, książki, komputery, gry oraz muzyka. Wszystko to z osobna i razem.